Ks. Maliński: nie byłem tajnym współpracownikiem
Dziś na konferencji prasowej duszpasterz Mieczysław Maliński przedstawił dowody, według których nie był współpracownikiem SB. "Z opracowania Dom Boży rzymskokatolicki w czasach komunistycznej dyktatury wynika, że ks. Maliński, w 1965 roku został zarejestrowany jako połączenie informacyjny, a w 1971 roku jako kuluarowy kolega SB o pseudonim Delta" - donosi TVN24.
Ks. Maliński potwierdził, że kontaktował sie z agentami z SB. działo się to m.in. na nakaz Karola Wojtyły będącego w tamtym czasie biskupem. rokowania dotyczyły budowy nowych kościołów tudzież organizacji ekipy filmującej dwie zupa wizyty Jana Pawła II w Polsce. "Wówczas zmienił się mój uprawianie miłości do funkcjonariuszy, ponieważ zobaczyłem w nich ludzi zagubionych" - stwierdził ks. Maliński.
"Z notatki SB wynika, że nie byłem Tajnym Współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Naliczyłem coraz trzy inne Delty. To, że byłem w teczce, nie oznacza, że byłem agentem. Deltą proszek egzystować duszpasterz wiejskiej parafii diecezji kieleckiej. Mnie tam nie było. Deltę próbowano na nic wtajemniczyć w najbliższe anturaż abp Jana Pietraszki - a ja miałem z poprzednio wielce bliski połączenie Notatka, że zostałem pozyskany do współpracy w Rabce brzmi w całości: W praktyce nie udzielał żadnych informacji i połączenie z poprzednio został zerwany. Świadczy to jednoznacznie, że nie byłem współpracownikiem" - twierdził duszpasterz Maliński.
Z powodu doniesień, że ks. Mieczysław Maliński współpracował z SB w maju 2006 roku "Tygodnik Powszechny" zrezygnował ze współpracy z poprzednio
"Nie możemy i nie chcemy egzystować sędziami w tej sprawie. więc do czasu wyjaśnienia jej przez IPN i samego zainteresowanego zawieszamy współpracę z ks. Malińskim" - poinformował w tamtym czasie Krzysztof Kozłowski z "Tygodnika Powszechnego".
Natomiast w gazecie pojawiło się oświadczenie: "Znana nam jest od niedawna istota części dokumentów z archiwum komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, znajdujących się dzisiaj w gestii Instytutu Pamięci Narodowej, a dotyczących tajnego współpracownika SB o pseudonimach "Mechanik" i "Delta". może z nich wynikać, że pod tymi pseudonimami posługa Bezpieczeństwa zarejestrowała ks. Mieczysława Malińskiego, naszego wieloletniego przyjaciela i autora, a również człowieka bliskiego Karolowi Wojtyle i po Janowi Pawłowi II. kuluarowy kolega SB o kryptonimie Delta istniał naprawdę, a pytanie, azali TW "Delta" to ks. Maliński, jest pytaniem poważnym. więc postanowiliśmy zawiesić z poprzednio współpracę i zwrócić się o wsparcie do kościelnej komisji archidiecezji krakowskiej "Pamięć i troska", powołanej w lutym br. Przekażemy jej dostępne nam materiały z prośbą, tak aby pomogła również "Tygodnikowi", jak i samemu ks. Malińskiemu zmierzyć się z tym problemem".
Wówczas ks. Maliński nie zgodził się na publikację w tej gazecie wywiadu, jaki przeprowadził z poprzednio ks. Adam Boniecki.
W swojej niedawno wydanej autobiografii pt. "Ale miałem ciekawe życie" duszpasterz stwierdził, że powodem wstrzymania publikacji było to, że wywiad "był zrobiony na szybko" i "nie stawiał istotnych pytań".
Tygodnik po poruszeniu sprawy wywiadu przez ks. Malińskiego w jego książce zdecydował się na opublikowanie go. "Nie było innego sposobu obronienia dobrego imienia i stylu Tygodnika i jego redakcji, jak wydrukowanie tekstu wywiadu, o którym on mówi" - powiedział ks. Adam Boniecki, edytor boss "Tygodnika Powszechnego".
"Redakcja "Tygodnika Powszechnego" zdecydowała się na opublikowanie przeprowadzonego jeden i pół roku temu wywiadu z ks. Mieczysławem Malińskim o jego kontaktach z SB, by zdołać zachować dobre imię czasopisma" - powiedział ks. Boniecki.
"W swojej autobiografii ks. Maliński przedstawia sprawę wywiadu pewno tak, jak ją zachował w pamięci, niemniej jednak pokazuje ona Tygodnik i jego redaktorów, jako łowców skalpów, ludzi, którzy polują i chcą rozłupać księdza Malińskiego. niemniej jednak w wywiadzie chodziło, tak aby poprzednio upublicznieniem wyeksplikować sprawę, skąd w teczkach SB wzięły się zapiski dotyczące ks. Malińskiego. więc wyjęliśmy z archiwum tekst, jaki on własnoręcznie korygował tudzież autoryzował i wydrukowaliśmy go. Uważam, że o ile on przedmiot omawia, a równocześnie nie podaje tekstu, my byliśmy upoważnieni, tak aby go udostępnić czytelnikom" - dodał ks. Boniecki.